Sen #19

Treść:

Atmosfera miejsca praca, coś jakby powrót z delegacji. Nie było mnie 3 dni i zapomniałem coś zrobić w pracy, a właściwie zrobiłem jedną rzecz a jeszcze trzy wisiały. Musiałem o nich poinformować kolegów, którzy w sumie sami się mogli by tym zająć, ale nie wiadomo czemu przypisałem je do swoich obowiązków. W między czasie słyszę pretensję od mojej mamy, że nieodpowiedzialny jestem, bo nie zrobiłem wszystkiego. Do tematu podłącza się moja siostra, ale… na stwierdzenie „naucz się” i jedź za mnie następnym razem – gasną. W międzyczasie zażądałem zatem zwrotu kasy za… wydatki poniesione podczas spotykania się z dziewczyną, bo uznałem, ze przez pretensje do mojej pracy związek się rozpadnie/nie ma sensu. Później znalazłem się w pokoju z dziwną kobietą, a właściwie widziałem parę, kobietę i wysokiego chudego faceta. Kobieta miała skłonności do brutalności, nawet w pieszczotach, co jednak nie przeszkadzało wysokiemu gościowi. Zacząłem jakby wczuwać się w tego gościa i rozumieć jego specyficzny ból. W efekcie tej relacji pojawiło się dziecko (malutkie, wyglądem jakby przed narodzinami), które miało pewne niesprawności… Kobieta jednak podjęła jakąś decyzje, w efekcie czego dziecko zostało na stałe i ja – „jako ten wysoki facet” – miałem już (niepełnosprawnego) potomka, chociaż bardziej go traktowałem jako zbędny bagaż życiowy.
Wychodzę z budynku i idę w kierunku lasu. Na początku przeszkadzają mi małpy, które do mnie doskakują. Odrzucam je od siebie używając rąk i kamienia i idę dalej do przodu. Z czasem jakby widzę je też jako koale. Po kilkunastu metrach czuję dziwny zapach w lesie, jakby coś zepsutego było. W oddali zauważam ogromny stos w kształcie piramidy ułożony w okół wysokiego drzewa i podpalony. Wyraźnie widać w poprzek ułożony jakby bale co jakiś metr. Ogień przenosi się na kolejne drzewa – gasnąc na poprzednich. Po chwili jakby znajduje się w okół mnie, wiec… kopnąłem źródło tego ognia do wody, ale ono dalej się paliło, powodując jakby częściowe wrzenie wody. Dopiero jakaś osoba, która znikąd się pojawiła w sumie – zgasiła ten źródło pożaru. Po ustaniu pożaru był już u mnie u stóp młody pies – owczarek niemiecki. Zawołałem także tamto „chore małe dziecko”, które okazało się pięknym labradorem w wersji damskiej. Razem z nimi zacząłem obchodzić okolice, a właściwie już jakieś mieszkanie. Komentowaliśmy razem z mamą, które meble zabrane będą do nowego domu. Ciekawe, że dużo mebli było totalnie nie pasujących do siebie. Po chwili doszła informacja, ze w domu nie będzie mieszkać tata, bo ma umrzeć z powodu choroby. Poszedłem od razu do niego okazać swoje uczucia i smutek, ale… on ciągle był tam gdzie być powinien.

Interpretacja:

Jakiś czas temu pojawiały mi się sny, gdzie widziałem mocno osoby z mojego życia i możliwe sytuacje i wiedziałem, że warto zareagować. Tutaj jednak… Znowu nie pasuje zbytnio do mnie. Sytuacje się pojawiały, ale nie pasowały zbytnio do mnie. Starałem się jak zawsze je do siebie podciągać, ale nie zawsze miały sens. Tak jak ze wspomnianą chorobą i śmiercią taty, jak poszedłem do niego – on ciągle był. Możliwe, że to informacja dotyczącą innej osoby, która się u mnie pojawiła?

Jedyne co miało by sens to praca, ale… znowu – moja siostra i mama nie ma NIC do mojej pracy i za nic w świecie nie mógłby by komentować moich kompetencji czy chcieć być na moim miejscu. O kogo więc chodzi? Może warto patrzeć, który wysoki kolega będzie miał dziecko niedługo? Warunek, że jego praca musi być po części interesem rodzinnym, albo chociaż, żeby siostra i mama pracowały w tym samym miejscu.

No i chory las/pożar na końcu… Do tego małpy broniące lasu i misie koala… To trochę nie pasuje do naszej szerokości geograficznej, nieprawdaż? 🙂

Post navigation