Sen #17

Treść:

Zakończenie jakiegoś spotkania, zbieramy się każdy do siebie. Podstawione zostały dwa busy. Do pierwszego wsiada między innymi kolega z którym później jestem umówiony, do drugiego ja z… dziewczynami? Zabawne jest, że po kolei zaczął ktoś czytać nazwiska i wymienił moje nazwisko w wersji damskiej… Nie przejąłem się tym, wręcz przeciwnie – mieliśmy z tego ubaw przez część drogi. Wracaliśmy autostradą, ale jeden pas był wyłączony z ruchu. Na miejscu byłem umówiony ze wspomnianym kolegą, ale po drodze padła propozycja aby iść posiedzieć/napić się czegoś wspólnie. Ostatecznie większą grupą dołączyliśmy do kolegi w jego mieszkaniu. Przy starej poniemieckiej kamienicy był ogród i swojego rodzaju mix przybudówki/szklarni/mieszkania. Całość była dość stara i poniszczona, ogród nawet był podmokły, dlatego zdecydowaliśmy się na spotkanie w środku (gdzie przynajmniej większa kanapa była w jakimś dostatecznym stanie). W międzyczasie widziałem wizualizacje jak to ma za jakiś czas wyglądać jako odnowiony obiekt. Warto zaznaczyć, że towarzystwo dziewczyn z busa miało nutę lekkich obyczajów jakby – ciężko określić. Później jakby przewijały się twarze, które znałem ze szkoły kilkanaście lat temu, a na końcu „kolega” przybierał wspomnienie kuzyna w domu dziadków.

Z ogrodu i „mieszkania” otoczenie zamieniło się jakby w przestrzeń (podwodną?) gdzie wyraźnie były jakby trzy obiekty. Z czasem zaczęły się klarować jako jakby trzy frakcję i po pewnym czasie udało się spowodować aby z jednej frakcji popłynął jakby tunel obiektów w kierunku innej co spowodowało poniekąd moje zwycięstwo. Następnie ma miejsca narada, gdzie próbuję wprowadzić nowy lokalny ład, jednak jedna strona ewidentnie stawia opory. Klarują się z czasem jako starzy politycy, którzy z racji, że wcześniej tutaj rządzili ciągle mają koneksje mocne i nie kryli się, że będą mnie blokować. W międzyczasie pojawia się moja mama, która próbuje mnie przekonać, abym im uległ, ale ani trochę na mnie to nie zadziałało, ze śmiechem stwierdziłem, że zawsze podążałem swoją ścieżka. Później postanawiam udać się do frakcji, z której jakby wyszła pomoc która pomogła mi wygrać. Jest tam pewna wiekowa postać, która przypomina starego prezydenta. Próbuje on mi pomóc, ale podkreśla, że przede mną ciężka droga.

Interpretacja:

Po dłuższej przerwie czas powrócić do zapisywania i próby interpretacji snów. Od kilku dni już się zabierałem, ale ciągle uważałem, że za mało pamiętam ze snu, jednak… Coś tam jednak pamiętam, dlatego bierzmy się do pracy! 🙂

W śnie przewijają się różne motywy. Generalnie żaden z nich nie pasuje do moich ostatnich wydarzeń, co trochę utrudnia interpretację.

W pierwszej części nasuwa się pomysł, aby podciągnąć podróż do ostatniej „wycieczki” mojej siostry na imprezę firmową, gdzie też jechała autobusem oraz… miała przyjemność jechania ze swoimi kolegami/koleżankami z pracy, którzy… powiedzmy, że nie wszyscy grzeszą inteligencją 🙂

Później pojawia się motyw starego domu przy kamienicy i cień mojego kuzyna. Możliwe, że ma jakieś teraz przygody ze starym domem po dziadkach? Mnie to w ogóle nie dotyczyło, bo nie mieszkam w tamtym mieście, ale wiem, że on tam przez spory czas po śmierci dziadków mieszkał.

Ostatnia część, którą najłatwiej przyrównać do wyborów, gdzie wygrywa osoba, która ma ochotę wyczyścić brudy swoich poprzedników z kraju zza oceanu. Ale… jaki sens może to mieć u mnie? O ile uważam, że ciekawie się tam toczy o tyle nie przywiązuje do tego większej uwagi ani tym bardziej emocji… No i postać matki, która zostaje wykorzystana aby „mnie” przekonać…

Post navigation